Zawrzało w sieni u pani Jesieni.
Pełne pociągi, zatłoczone drogi
powrotem z lata.
Odezwał się szkolny dzwonek,
znów korytarze i klasy ożywione.
Wrzesień.
Autor wiersza: minawia
Wiersz dodano 31 sierpnia 2010
Wiersz w kategorii: Wesołe komentarz (1)
W takim upale cień paruje,
para w cieniu lepiej się czuje.
Przyjemny chłodzik,
zielona trawka,
liście leniwie się ocierają,
gdy patrzę na nie
głaszczesz me ciało.
Mruczę jak kotka
i mrużę oczy,
promień w gałęziach
zaczął też psocić.
Przytulasz mocniej schłodzone uda
i myślisz
-uda się czy nie uda.
Dokoła gwar.
Tłoczno od par.
Palce po chłodnych ciałach wędrują,
gorąc, gorąco, gorączkę czują…
- looody, lody lodyy-
Ach, jak smakują.
Autor wiersza: minawia
Wiersz dodano 13 lipca 2010
Wiersz w kategorii: Wesołe komentarz (1)
mokrej plaży brzeg
zapach bursztynu
radosny śpiew mew
wtulasz głowę w jej ramiona
we włosach szumi Bałtyk
dotyk ciepłem przenika
energia życia rozpala ciała
w pocałunku zniknął świat
żarem parzy morska fala
zatraciło się niebo w toni
z głębin wypłynęła miłość
Autor wiersza: minawia
Wiersz dodano 22 kwietnia 2010
Wiersz w kategorii: radosne komentarz (1)
proszę ciebie weź się za mnie bardzo ostro
już od kilku dni na dworze pachnie wiosną
a ty w kapciach siedzisz wciąż naburmuszony
nie dostrzegasz rozśpiewanej swojej żony
różne pod nos smakołyki ci podtykam
giną szybko nawet nie wiesz co połykasz
coś się kłębi w twojej ostrzyżonej głowie
weź się za mnie bo jak nie to ja to zrobię
tylko wzdychasz sześćdziesiątka już na karku
dobrze słyszę serce chodzi jak w zegarku
jak nie ty to ja przytulę cię w ramionach
bo ja jestem na twym punkcie wciąż szalona
proszę ciebie weź się za mnie bardzo ostro
już od kilku dni na dworze pachnie wiosną
nie chcę też być próżnym smutkiem zarażona
no nareszcie światło w oczach twych znów płonie
Autor wiersza: minawia
Wiersz dodano 6 kwietnia 2010
Wiersz w kategorii: Wesołe komentarzy (2)
białe płatki wirują w tańcu z wiatrem
a ja siedzę sobie na huśtawce
zima oberka gra
w górę i w dół
i raz i dwa
śmiech śnieżek ruch
skrzypi huśtawka
w dół i do góry
fruwają włosy
ukrop spod skóry
skaczę radośnie w śnieżną poduchę
silne ramiona łapią mnie w pół
i zapadamy się w śnieżny dół
A co tam nie można pomarzyć Chociaż już milion zmarszczek na twarzy?
Autor wiersza: minawia
Wiersz dodano 25 lutego 2010
Wiersz w kategorii: Wesołe komentarz (1)
wyszłam z klatki w bajkę zimy
na osiedlu
tu w koronkach
odbija promienie słonko
wśród misternych haftów hasa
z cienia błysk wynurza w oczy
piękny zimy świat uroczy
posrebrzało wszędzie biało
drzewa lukrem są polane
białą kołdrą skryte błonie
rozcieram na mrozie dłonie
pstrykam zdjęcia
ogarniam wzrokiem urodę zimy
od mrozu poliki płoną
w białe czapy ubrane sosen korony
zaglądają w nasze balkony
słońce od szyb się odbija
zachwyca barwami
w tej czystej posrebrzanej bieli
mruga gwiazdkami
wracam w domowe pielesze
otupuję śnieg z botów
nakarmiona ożywczym tchnieniem
zimowym pięknem
jeszcze oczy ucieszę
Blondynki choć piękne, są bardzo samotne
bo rzadziej niż inne do pary coś mają
-Jak wyjść bez skarpetek nie takich to samych!?
szczęśliwe więc bardzo kiedy już spotkają
a wtedy mus randka i jedno jej w głowie
w dodatku wciąż mama głowę jej zawraca
mówiąc; jak nie będziesz w łóżku przed północą
to szukaj innego bądź do domu wracaj
czepiają się włosów zarzucając głowie
jednak ja inaczej dzisiaj o tym powiem
kolor brunet znany niczym nie zachęca
biel kusi jak sztuczna ex-inteligencja
…bo wcale nie głupia, ponętna zmysłowa
jak trzeba to płacze nawet łezką suchą
by jej oczy blaskiem prześlicznym zalśniły
zaświeć jej latarką w którekolwiek ucho
mylicie się bardzo sądząc że to włosy
są największą chlubą, atrakcją blondynki
ja myślę że oczy, ciepłe, wyjątkowe
patrzące tak czule, mądre jak u świnki
na to nie poradzisz, dasz palec chcą więcej
już wy dobrze wiecie wszystkie dranie wstrętne
największym atutem u każdej blondynki
dla was długie nogi i piersi ponętne
***
Powiem wam co jeszcze bardzo je wyróżnia
i jest wyjątkowe w każdej tej kobiecie
nie każdemu w kosmos dane jest polecieć
nie każdy pilotem w takim Jumbo-Jecie
Święta święta a po świętach
radość święta napoczęta
niech świętuje triumfuje
wszędzie depcze mi po piętach
Niechaj zajrzy w każdy kątek
i już w śnie ma swój początek
a gdy dzień słońcem powita
przegna smutki no i kwita.
….
Admin świętuje na stronce
w polu świętują zające
myśliwi się pochowali
w Świętą Noc stali się mali
Można dopisywać ciąg dalszy
Może ktoś będzie wytrwalszy
I w duchu optymistycznym
Dopisze coś stylem lirycznym
Patrzeć na nią to uciecha
Z przodu decha, z tyłu decha
Cienka skórka i sterczące kości
Kiedy idzie drży aż cała
Bacząc by się nie złamała
I tylko oczy ma pełne radości
Krążą o niej dziwne plotki
Że to zwykły kij od szczotki
Że jak wyjdzie wiatr ją porwie i kwita
A to przecież cud zjawisko
I nieprawdą jest to wszystko
Dba o linię, bo to modna kobita
Fakt, jedzeniem to nie grzeszy
Na aerobik wciąż się śpieszy
Żeby zwalać gromadzące się złogi
A jak mówi moja babcia
W domu musi chodzić w łapciach
Żeby kośćmi nie rysować podłogi
Takie czasy miłe panie
Życie dacie, by być w stanie
Wymarzonej przez was anoreksji
A gdy która ma coś w sobie
Coś miękkiego, że nie powiem
Na jej widok dostajecie apopleksji
Umówili się w jej domu
Późną nocą po kryjomu
Kiedy wszyscy będą twardo już spać
Bogdan przyszedł punktualnie
W garniturku naturalnie
Z różą w dłoni, by ją Mirce dać
Była skromna niesłychanie
Ignorując powitanie
Bez namysłu rozłożyła się na wznak
Rozchyliła swe ramiona
Jak prawdziwa narzeczona
A on szepnął jej na ucho tak
Mirosławo, moja luba Mirosławo
Postać twoja nadzwyczajnie jest ciekawą
Czuję nadto, że gotową zgrzeszyć
Ale zwolnij, nie masz gdzie się śpieszyć
Kładąc się pognieciesz odzież swą
Wstań na chwilę to ci zdejmę ją
Bez protestu Mirka siadła
Skromna była więc pobladła
By za chwilę zaczerwienić się jak róża
Bogdan ściągał z niej sukienki
Odkrywając Mirki wdzięki
A po drodze w każdy z nich się zanurzał
Potem Mirka pracowała
Rozpinała i zrywała
Wymyślając przy tym sprośne pieszczoty
By na koniec w nocnej ciszy
Bogdan z ust jej mógł usłyszeć
Koniec żartów, pora wziąć się do roboty
Mirosławo, moja luba Mirosławo
Przynieś kubeł oraz ścierkę, ale żwawo
Zanim wrócisz ja pościeram z mebli kurze
Bo w tym syfie nie wytrzymam chwili dłużej
Sama widzisz, aż mi wszystkie członki drżą
Dzięki Bogu, że rodzice twoi śpią
Pracowali wiele czasu
Lecz dokładnie, bez hałasu
Wysprzątali Mirki pokój na cacy
Potem legli na pościeli
Ale miłość diabli wzięli
Bo jej ojciec wstał i właśnie szedł do pracy
Ważny morał stąd wynika
Jeśli idziesz gdzieś pobzykać
A organizm ci nie szczędzi ochoty
Nie rozglądaj się po kątach
Nie pomagaj i nie sprzątaj
Tylko bierz się do uczciwej roboty